Z racji na przeróżne zawirowania dni poświątecznych nie było jakoś głowy do tego aby wrzucać cokolwiek w sieć. Co prawda w zanadrzu było parę (moim zdaniem) ciekawych fotek z szuflandii to wolałem się wstrzymać, aż będę miał choć trochę wolnej głowy by napisać parę słów komentarza.
Fotki które dziś wrzucam zostały wykonane podczas kryzysowych warunków pogodowych na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Mowa oczywiście o szadzi, która osiadając na drzewach i liniach wysokiego napięcia spodowała, że Jerzmanowice w nocy dekorował blask świec. W Jangrocie też romantyzmu nie brakło, prawda Krzysiek? ;-) Tu jednak nie jesteśmy w samym epicentrum, ale ciut w bok. Ryczówek i okolice czyli kawałeczek od Olkusza w stronę Zawiercia, dla tych dalej nie wiedzą: pomiędzy Krakowem a Katowicami.
Za mało czasu, jak zwykle. Gdy z Pawłem wybierzemy się na Jure na pewno foto-wyniki będą bardziej owocne. Ale to czekamy do wiosny :) Wtedy dojdzie jeszcze trochę makrogeologicznych fotek z Jury właśnie. Miłego oglądania!
Drogi na Jurze mają wyjątkowy urok o każdej porze roku.

Konkurencja nie śpi.

Pospacerowałby...

Subtelności.

To właśnie pogrom Jurajskich prądów.

Czyż to nie piękne? Ale kilka dni bez prądu, rozmrożona lodówka, stojąca pompka od CO, szlaban na internet i podobne atrakcje studzą zapał i optymizm.

Paulina testuje lodową brzozę :-)

Tikacz całkiem sprytnie radzi sobie na śniegu.

Na Księżej Górze tak wiało, że nawet na drobnym patyczku zostało tyle śniegu.

Jak słusznie Agnieszka zauważyła na nowy oknach mróz tak pięknie nie maluje...

Więcej fotek nie będzie w tym wpisie. I co mi zrobicie? ;-)